Wczoraj Mischa Barton została wypisana z oddziału zamkniętego. Aktorka natychmiast zadeklarowała chęć powrotu na plan filmowy. Producenci zgodzili się, ale pod warunkiem, że gwiazda skorzysta z profesjonalnej pomocy specjalistów od leczenia uzależnień.
Gdy dwa tygodnie temu Barton trafiła do psychiatryka, jako oficjalny przyczynę podano utrzymującą się od dłuższego czasu depresję.
W rzeczywistości aktorka nie radziła sobie z uzależnieniami i przejawiała tendencje samobójcze. Stacey Kives, stylistka należąca do najbliższego grona znajomych Mischy, wyznała dziennikarzom, że ta zaczęła nałogowo pić alkohol w wieku 14 lat. W drinkach próbowała utopić dręczące ją lęki i kompleksy.
Wtedy rozpoczęła się jej droga ku samozagładzie. Długo czekaliśmy, kiedy w końcu zdecyduje się coś z tym zrobić. Dla Mischy upijanie się od dawna było sposobem na życie. Robiła to, żeby się znieczulić - relacjonuje stylistka dziennikowi The Sun. Myślę, że ostatnie wydarzenia mocno nadszarpnęły jej słabą psychikę.
Według Kives to załamanie nerwowe sprawiło, że Barton w końcu zdecydowała się na leczenie. Wpływ na tę decyzję miała także groźba producentów serialu, że poszukają innej aktorki.
W końcu okazała chęć do walki z nałogiem. Wcześniej bagatelizowała wszelkie oznaki uzależnienia i problemu, z jakim się borykała. Dopiero, gdy prawie sięgnęła dna, posłuchała rad bliskich jej osób. To dobry znak - podsumowuje stylistka.