"Kuchenne rewolucje" powróciły na antenę. Magda Gessler zjawiła się w Gliwicach na zaproszenie Konrada, który wraz z żoną i bratem prowadził lokal "Pierwsza Polka". Restauratorka zdecydowała się na rewolucję, ale gdy wróciła do knajpy po kilku tygodniach, okazało się, że jest już zamknięta. Konrad wraz z żoną opuścił bistro dzień po wyjeździe telewizji, a na jaw wyszły również narastające od dawna problemy finansowe.
Jak nietrudno się domyślić odcinek wywołał niemałe zamieszanie w sieci. Widzowie tłumnie zostawiali komentarze, zarzucając młodemu małżeństwu, że jest pasywno-agresywne i okazuje rodzinie brak szacunku.
WIDEOMateusz Gessler utyskuje na wakacyjny ruch w knajpach: "Żeby inni odpoczęli, to my musimy pracować"
Konrad z "Kuchennych rewolucji" reaguje na falę krytycznych komentarzy
Uczestnik "Kuchennych rewolucji" odniósł się do fali krytycznych komentarzy w rozmowie z "Gazetą Krakowską". Konrad przyznał, że wzięcie udziału w show było jego pomysłem, a skłonić go do tego miało poczucie, że nie ma nic do stracenia.
To był taki moment w moim życiu, kiedy nie pracowałem w sporcie i próbowałem sił w biznesie. To w ogóle był mój pomysł, żeby zgłosić się do tego programu. Restauracja upadała, nie mieliśmy nic do stracenia. Miałem świadomość, że mogą być "szopki", trochę niefajnych rzeczy, ale liczyłem, że dzięki temu programowi coś zmieni się na lepsze, lokal zacznie przynosić zyski, długi się popłaci. A wyszło, jak wyszło - stwierdził.
W dalszej części rozmowy uczestnik formatu stwierdził, że ich historia miała zostać zmanipulowana przez produkcję. Wspomniał również o tym, że dziś zajmuje się sportem (jest związany zawodowo z klubem Wieczysta Kraków) i zostawia restauratorski etap życia za sobą.
Przykre jest to, jak bardzo rzeczywistość została wypaczona, przeinaczona, zmanipulowana. Nie wchodząc w głębokie relacje rodzinne, w których niejasności spowodowały wylew niepotrzebnego hejtu. Było, minęło, teraz zajmuję sportem, czyli tym, co lubię. Tamten etap zostawiłem dawno za sobą - stwierdził.
Konrad z "Kuchennych rewolucji" uderza w TVN
To jednak nie koniec zarzutów w kierunku stacji. W kolejnej wypowiedzi Konrad uderzył bezpośrednio w TVN. Stwierdził, że w programie miały się pojawić wycięte z kontekstu zdania, co w jego ocenie jest działaniem "pod publiczkę".
Wystarczy jedno słowo, które jest wypowiedziane bez kontekstu zdania, całości. Ale takie jest prawo tego programu, umowa była podpisana. Ktoś z TVN zdecydował, żeby tak to zrobić, pod publiczkę. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Kto mnie zna osobiście, to wie, jaki jestem. Kto znał sytuację lokalu, wie, jak to się toczyło. A jak ktoś chce teraz w internecie wylewać swoje frustracje czy mnie hejtować, to takie jego prawo - powiedział.
W rozmowie z dziennikarzami "Gazety Krakowskiej" Konrad został również zapytany czy żałuje decyzji o wzięciu udziału w show.
Patrząc na to, jaki jest końcowy efekt, to trochę tak. Mogłem tego uniknąć. Zamysł był inny niż efekt. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, trzeba patrzeć do przodu - przyznał, po czym kontynuował:
Przecież w programie ja nic złego nie zrobiłem, nie ma elementu, że na przykład robię coś niewłaściwie czy łamię prawo. Kiedyś wygrałem "1 z 10", trzy razy "Va banque", ale to ludzi nie interesuje. Interesuje ich to, jak zostałem przedstawiony w "Kuchennych rewolucjach". Takie mamy społeczeństwo.
Przekonał was?
Zobacz także: Tak wyglądają kulisy "Kuchennych rewolucji". Kto płaci za metamorfozy i ile naprawdę trwają?