Martyna Kaczmarek coraz częściej pojawia się w mediach po tym, jak wzięła udział w 11. edycji "Top Model". Influencerka stara się wykorzystać swoje pięć minut do promocji samoakceptacji, ciałopozytywności i feminizmu. Sama często decyduje się na odważne wyznania, które publikuje w mediach społecznościowych. W ostatniej rozmowie z Pudelkiem Martyna zdradziła, że zarabia więcej niż mąż, a praca influencerki niezwykle ją satysfakcjonuje.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Martyna Kaczmarek pojawiła się w czwartek na premierze filmu "Niebezpieczni dżentelmeni", a jej stylizacja była dla wielu zaskoczeniem. Influencerka miała na sobie niebieską, kwiecistą sukienkę, a na jej twarzy zupełnie zabrakło makijażu. Zapytaliśmy, co zainspirowało Martynę do pokazania się w wersji saute. 28-latka przyznała, że jeszcze kilka lat temu wyidealizowane wizerunki gwiazd wywoływały u niej frustrację.
Gdy jeszcze nie byłam częścią tego świata show biznesu, oglądałam parę lat temu zdjęcia z takich eventów (...) i często czułam się po prostu źle po obejrzeniu takich zdjęć. Jednak widziałam masę idealnych osób, które były w idealnym makijażu, za którym często stały całe sztaby osób. Teraz, kiedy jestem częścią tego świata, chciałabym wykorzystać to miejsce, żeby pokazywać, że są różne odsłony - zarówno ta w makijażu, jak i bez jest okej. Fajnie jest pokazać tą drugą stronę - tak, można przyjść na ściankę bez makijażu, w czasie okresu, kiedy ma się wypryski, bo są normalne. Nie ma w tym absolutnie nic złego - tłumaczyła Kaczmarek.
Była uczestniczka "Top Model" przyznała, że jest pewna siebie i swojego wyglądu. Martyna ma też nadzieję, że swoim działaniem zainspiruje inne osoby, które wstydzą się pokazywać w naturalnej odsłonie.
Gdybym nie lubiła siebie i nie czuła, że akceptuje swoje ciało w 100 procentach, to bym tu nie przyszła, albo przynajmniej nałożyłabym korektor na wypryski, które mam. Są osoby, które uznają, że to, co robię jest niefajne i powinno się wyglądać estetycznie, a ja uważam, że trzeba też pokazywać rzeczywistość. Oczywiście w makijażu też każda z nas jest prawdziwa. Make up jest po to, żeby wyrażać siebie, żeby się nim bawić, ja też go bardzo lubię. Ale moja samoocena nie zależy od tego, czy mam go na sobie, czy nie - podsumowała.
Doceniacie taką postawę?